www.ryszardy.pl 

Nowa Huta też stoi jazzem

       Reminiscencje muzycznych zdarzeń oscylujących wokół niezwykle utalentowanej indywidualności, jaką już na etapie kilkunastoletniego chłopca był niewątpliwie Józef Krzeczek, co w przemożny sposób wyznaczają nieodzowność oddania owego faktu publicznej refleksji.

Zdj.wł. Anna Rosołowska
       Miejsce i czas będące uzasadniającym czynnikiem kształtowania osobowości młodego chłopca, stanowiły- o dziwo- sprzyjającą genezę ku przyszłościowej karierze muzycznej pod dachem liceum muzycznego. Edukacja w klasie fortepianu aplikowana w postaci praktycznego doskonalenia gry na fortepianie, ugruntowywana w zespole pod nazwą "Kolorowy Jazz". A nade wszystko szlifowanie technicznej sprawności poprzez częste muzykowanie improwizacyjnych składach instrumentalnych "ad hok" w formie jam-sessions. I co istotne: owe produkcje muzyki synkopowanej dokonywane były wespół i w konfrontacji z najbardziej wytrawnymi tuzami jazzu. A te bezsprzecznie służyły jako najbardziej efektywne doskonalenie warsztatu- rozwijającego wielopłaszczyznowo- umiejętności muzyczne młodego adepta.

      Utrwalającym źródłem procesu zawłaszczania wielowymiarowych wartości i wzbogacających potencjał muzycznych dyspozycji, stanowiły dla rzeczonego bohatera i wykonawcy również wyjątkowo częste koncerty, łącznie z artystycznymi tournée. Szeroki wachlarz stymulatywnych oddziaływań na kształt muzycznej prosperity prężnego i niezwykle chłonnego jazzmana- zarysowany w tekście powyżej- nie wyczerpuje jeszcze, jak wskazują fakty dokonane, istotnych atrybutów.

      Bezsprzecznie szczytowymi dostarczycielami jazzowych wzorców, zarówno dla kiełkującej w tej dziedzinie generacji Jóżefa Krzeczka jak i całej rzeszy licznie pojawiających się bardziej wytrawnych jazzmanów, byli- coraz częściej w Polsce koncertujący muzycy, wywodzący się z krajów europejskich, a szczególnie z amerykańskiego kontynentu.

      Swoistym ewenementem można uznać pokoncertowe jam-session (w latach 50-tych) odbyte w Yacht Clubie z udziałem wirtuozów Big Bandu Glenn Millera, których dominacja klasowych popisów improwizacyjnych, bynajmniej nie zdeprymowała Józefa Krzeczka. Nieoczekiwanie sięgnął on po zakonspirowaną w zanadrzu trąbkę by heroicznie wszem wobec dowieść niebagatelnej twórczej i multiinstrumentalnej weny i zadziwić tak muzyków jak i audytorium (fakt niewiarygodny) debiutanckim występem.

      Konkluzja stąd wynikająca jest jednoznaczna: niebywale budujący jest to fakt, iż wreszcie pasmu tak bezwzględnie i boleśnie uwłaczających opinii, wymierzonych nowohuckiemu środowisku, które wbrew wszelkim przeciwnościom losu imponująco parło i nadal pnie się ku cywilizacyjnym i kulturowym wyżynom. I tu nieodparcie nasuwa się refleksja, iż bezsprzecznie nastał już wielki czas, aby Nowej Hucie, a nade wszystko jej mieszkańcom przyznać równorzędny godny status dzielnicy wielkiego, kulturalnego Krakowa z dodatkiem adekwatnego miana metropolii.

      W tym kontekście niewyobrażalnie ekspansywnie trudno wymierzalna skala, różnego autoramentu artystycznych wykonawców i za ich sprawą nieprawdopodobna mnogość różnego typu ofert muzycznych, wokalnych, teatralnych, filmowych i paraartystycznych, wieńczyły obchody 60-lecia Nowej Huty.

      Trudno zatem nie uznać, iż owa kulminacja rozwoju dóbr kulturalnych i cywilizacyjnych już od zarania tworzenia się zrębów Nowej Huty, napływowa populacja zarówno najmłodszego pokolenia jak i kategoria budownicza, a w tym również aglomeracyjna generacja, kształtująca oblicze nowego miasta, charakteryzowały się zadziwiającą tendencją do wszelakich dostępnych form edukacyjnych, kulturotwórczych i światopoglądowych.

      W owym radykalnym- w sensie socjologicznym- procesie rozwojowym Józef Krzeczek jawił się jako osobliwie wybitna jednostka, stanowiąca symbol dumy i wzorca w sferze predyspozycji muzycznych, perspektywnych aspiracji, a w tym przykłady chluby obalającej istniejące mity i konfabulacje. Bilansu jego dokonań w relatywnie niedługiej perspektywie biograficznej, po prostu nie sposób przecenić. Józef Krzeczek jako twórca i wykonawca, będąc odniesieniem do wulkanicznego rozwoju różnorodnych zjawisk kulturotwórczych i cywilizacyjnych standardów, posiada swój zauważalny udział w wyniesieniu nowohuckiego środowiska na liczący się piedestał.

Zdj.wł. Anna Rosołowska
      Wchodząc w imponującym stylu w nurt rutynowanej generacji jazzowego zaawansowania, Józef Krzeczek coraz odważniej penetrując muzyczny świat, trafił na półkę adekwatną do swego muzycznego talentu. Stosowne czynniki artystyczne desygnowały Go na lidera zespołu "Czerwono-Czarni". Co prawda liderowanie owej formacji muzycznej nie stanowiło kontynuacji uprzednio kontynuowanej linii stylistycznej, a wiec stricte jazzowej. Niemniej quasi elementy tego stylu Józef Krzeczek starał się w aktualnej dla Niego kapeli, w strukturze repertuarowej skutecznie materializować. Gwoli ścisłości tak muzyka synkopowana jak i big beatowa, wyprowadzana jest z korzeni bluesowych. Ten niepodważalny fakt utwierdza w przekonaniu, że powierzenie wiodącej roli Józefowi Krzeczkowi, w tej już renomowanej formacji o nazwie "Czerwono-Czarni", jednoznacznie definiuje jego artystyczne kwalifikacje. W konkluzji owej kategoryzacji Józefa Krzeczka jako wykonawcy i twórcy pozostaje istotne dopełnienie w postaci wielu szlagierowych pozycji muzycznych, mających ponadczasowe walory i jednocześnie bilansujących- co z ogromnym żalem pozostaje stwierdzić w kontekście apogeum osiągnięć i dokonań Józefa Krzeczka, który zrządzeniem losu niestety przedwcześnie udał się do Lepszego Świata.

Zdj.wł. Anna Rosołowska
      U progu niniejszych dysertacji zrodzona koncepcja i próba koherentności dwojga wybitnych muzyków, diametralnie zróżnicowanych w sensie osobowościowym i pod względem muzycznej aktywności, osadzonych w skrajnie odmiennych systemach ustrojowych natrafiła na niezwykle oporną materię erudycyjną. Zważywszy fakt, iż stan postanowienia wykluczał alternatywę a budzący się ambicjonalny reżim nie ułatwiał zadania, lecz jedynie spiętrzał negatywne emocje.

      Dzięki jednej Opatrznościowej łaskawości, wspierającej sukcesywnie pojawiające się coraz bardziej konstruktywne myśli, = sprawnie porządkujące skomplikowane wątki, w konsekwencji stworzyły pożądaną zborność sekwencji.

      I oto takim sposobem pokonawszy koleiny niemocy, poczęły napływać pozytywne impulsy naprowadzające i pobudzające myślowe procesy na nurt pożądanej kontynuacji ukutej, u progu owego opisu zamierzonej idei. Tu kończąca się sekwencja pomostowa posłużyła jako spoiwo łączące obie wspomniane wyżej epoki, w nierozerwalny nurt jazzowego trwania i metamorficznych zmian jego stylistycznych struktur. To znakomicie ułatwiło przejście do scharakteryzowania sposobu dochodzenia do niezbędnego poziomu muzycznych kwalifikacji, a w konsekwencji wykonawczych i twórczych kompetencji drugiego bohatera owych rozważań. A stał się nim Michał Wierba.
      On bowiem w przeciwieństwie do wielu innych muzyków, dla których niejako kanonem wchodzenia w świat muzyki, punktem wyjścia: byłą edukacja muzyczna od podstaw i sukcesywny jej rozwój na poszczególnych stopniach artystycznych placówek i dopiero wówczas na kanwie muzycznego zaawansowania, dokonywal i oni pod kątem gatunku, stosownego dla siebie wyboru.

       Michał Wierba podejmując naukę w Szkole Muzycznej, jednocześnie przejawiał fascynację muzyką jazzową. A Jego idolem był Jan "Ptaszyn" Wróblewski. W miarę upływu czasu płaszczyzna zainteresowania jazzem stopniowo poddawana była dynamicznemu poszerzaniu. Słuchanie synkopowanej muzyki w różnych emisyjnych formach, wzbogacane było o uczestnictwo- w "Jazzowych Zaduszkach", które nie sprowadzało się li tylko do percepcji muzyki: stanowiło ono bowiem analizę technicznych odniesień w sposobie gry na kontrabasie, perkusji czy też wibrafonie. Służyło to a priori w trafnym wyborze dodatkowego instrumentu- obok formalnie obowiązującego w edukacji muzycznej- fortepianu.

      Apogeumenicznie osobliwa charakterystyka Michała Wierby- co bez wątpienia najwyraźniej wskazują na to późniejsze sukcesy Jego wielkiego talentu- dodają kolorytu takie fakty jak akceleracyjne pokonywania edukacyjnych szczebli a nade wszystko ambitny ciąg intensywnego muzykowania w imię sukcesywnego doskonalenia techniki i ogólnopoziomowego pasma wznoszącego do wirtuozowskiego pułapu za sprawą niezwykle utalentowanej pedagog Stanisławy Dutkiewicz. A już za swoisty ewenement ze szczególnym wyróżnikiem należy uznać fakt sytuujący Michała Wierby na niezwykle renomowanym Wydziale Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, w charakterze pedagoga tej uczelni. Przy czym równie istotnego splendoru i twórczo-wykonawczego wymiaru przydają Michałowi Wierbie multiplikatywne uhonorowania w postaci pierwszego miejsca w szeregu festiwali jazzowych oraz konkursów- poddawane przez wybornych jurorów surowym kryteriom w imię obiektywnej kategoryzacji wykonawczej i merytorycznej klasy. Stąd supozycja bogatego pakietu zwycięskich nagród kolekcjonowana przez Jazzowy Kwintet jako czynnika owych sukcesów jednoznacznie definiujących jego poziom zarówno aranżacyjny jak i wykonawczy.

      A zatem poznajmy godny szerszego upowszechnienia ów skład Zespołu i pod względem personalnym i instrumentalnym: Marcin Kaleta (st), Piotr Schmidt (tr), Michał Wierba (f), Michał Kopczuk (b), Sebastian Kuchczyński (dr), kier. kwintetu: Michał Wierba, Piotr Schmidt. Owe niezwykle liczące się prestiżowe wyróżniki bez wątpienia przyczyniają Michałowi Wierbie jako liderowi Kwintetu Jazzowego niebywałą reputację. Przy czym najistotniejsze formy uhonorowania swoich artystycznych osiągnięć realizatorzy wymienionej formacji- w tym szczególnie Michał Wierba- zawdzięczają uczestnictwu w szeregu festiwali takich jak: Jazz Juniors- 2006 r., Bielska Zadymka Jazzowa- 2008 r., Jazz Contest- 2008 r. Tarnów, Jazz Club Ucho Festiwal- 2009 r., Getxo Jazz Festiwal- 2010 r. Hiszpania. W tym również do wysokiej rangi prezentacji należy zaliczyż koncert (prow. przez Jana "Ptaszyna" Wróblewskiego> w Studium Agnieszki Osieckiej, emitowany przez Program III Polskiego Radia.

      Na podkreślenie zasługuje również fakt, iż Kwintet Jazzowy we wszystkich wyszczególnionych wyżej muzycznych wydarzeniach odniósł największy triumf, a więc pierwsze miejsce. Niemniej cecha skromności lidera Kwintetu nie pozwala Mu na wyszczególnienie drugich i trzecich miejsc uzyskanych w innych konkursach i festiwalach.

      Pozostaje zatem wierzyć, iż Michał Wierba aspirując kosztem codu skromności, być może uruchomi stymulator, który będzie Kwintetowi przyczyniać najwyższe zwycięstwa, aby nie zachodziła konieczność marginalizowania miejsc niższego stopnia. Przy czym należy również uznać fakt, iż w przypadku Michała Wierby dotychczasowe artystyczne dokonania powinny Mu zapewnić otwartą przestrzeń na niezawodną realizację nawet najbardziej odważnych aspiracji, jako że sprzyjają temu zespół muzyczny (Kwintet) i zespół faktów wychodzące mu w sukurs. Tym bardziej, iż w kontynuacji ruchu lansującego muzykę w fakturze jazzowej, zarówno w warstwie modernistycznej jak i zindywidualizowanego wyrafinowania, utkanego wysublimowanym brzmieniem klasycznym, jako młoda wielka nadzieja widziana przez pryzmat jazzmana i wyjątkową osobowość, tworząc finezyjny alians muzycznych gatunków: quasi Trzeci Nurt, Michał Wierba z ekspresją i determinacją podąża ku znaczącym wyżynom.

       Podczas gdy niżej podpisany takim oto sposobem zmierzając w miarę szczęśliwie do części epilogu, niestety musi wyznać otwarcie, iż przechodzi obecnie fazę odreagowywania stanu napięć, z którymi przyszło mu się wzmagać z tytułu niełatwej materii opisu biegu zdarzeń i dokonań, dwu znakomitych artystów diametralnie różnych tak pod względem twórczym i osobowościowym, aby w konsekwencji osiągnąć koherentną opowieściową sekwencję. Toteż puentując ów wątek nadal pozostaje w poczuciu niepokoju. Jedynie napawa otuchą nadzieja, iż jak mniema wymiar ich działań udało się zaprezentować bez deficytu. Natomiast optymizm zbliżony do zenitu przyczyniają obaj szczególnego wyboru przedstawieni bohaterowie sygnujący dzieło bezprecedensowej psychosocjologicznej transformacji w nowohuckim środowisku, w postaci wydatnego tworzenia i powiększania, tudzież nieustającego rozwoju kulturotwórczego dorobku, w sposób szczególnie odczuwalny przez mieszkańców Nowej Huty. I z satysfakcją doznających swoistą dumę, budujący zaszczyt, a w tym również pożądaną nobilitację.

      A zatem szczególne podziękowanie i wdzięczność aplikujemy Im za zasługi w dziele budowy tak niezwykle ważnych fundamentów dla dotychczasowego rozwoju kulturotwórczych wartości dokonane i antycypacyjnie w nieodległej perspektywie prognozowana chwała i uznanie dla niezmiennie twórczo i wykonawczo żywotnego drugiego bohatera. Acz z całą pewnością wspólny dla obu jazzmanów- jako wielce uznanych artystów, którzy dla bieżących i przyszłych generacji twórczo natchnionych- stworzyli bezsprzecznie trwałe fundamenty umożliwiające rozwój panoramy cywilizacyjno-kulturowej na płaszczyźnie Nowej Huty ekstra gest uznania nie sposób nie przyznać. A zatem owym znakomitym osobowościom wybitnie twórczo usposobionym jak Józef Krzeczek i Michał Wierba (wciąż jeszcze w fazie nieustającego podążania do apogeum twórczych wartości artystycznych) symboliczny, w metaforycznym formacie pomnik bez wahania zaserwujmy. Zachęca niżej podpisany
Stanisław Florek