Home   Indeks   Lata 60   Kronika   Galeria   Składy   Artykuły   Ciekawe   Dzięki   Księga   Linki

Historia kultury w Nowej Hucie..     1   2   3

Kliknij na obrazkach aby powiększyć
     Jedną z ważniejszych form działalności oświatowej było studium wiedzy , w ramach którego organizowane były spotkania z naukowcami z różnych dziedzin wiedzy: prawa, historii, geografii, medycyny, filozofii, etyki, wiedzy o współczesnym świecie, a także problemów między innymi dotyczących spraw związanych z życiem Nowej Huty.
     Były realizowane następujące również cykle: "Z sali sądowej", "Poznaj świat", "Trzeci świat", "Etyka i moralność" .
     Do form grupujących stałych bywalców ZDK należały kluby: kosmiczny, prasowy, filmowy, radio-telewizyjny, dobrej książki i miłośników teatru.

     Na szczególne podkreślenie zasługuje Klub Dobrej Książki, który w swoich założeniach programowych przewidywał i realizował spotkania z pisarzami, poetami, publicystami. W spotkaniach z pisarzami wzięli udział następujący pisarze: Karol Bunsch, Jerzy Putrament, Andrzej Frasik, Tadeusz Hołuj, Adam Włodek, Tadeusz Śliwiak i wielu innych.

     Istotną rolę odgrywał Klub Miłośników Teatru. Zgodnie z jego nazwą odbywały się w jego ramach spotkania z aktorami, reżyserami, scenografami, by podejmować z miłośnikami teatru dyskusje n/t - obejrzanych przez nich spektakli. Ogromnym powodzeniem cieszyły się wieczory teatralne, w których główną bohaterką była Aleksandra Mianowska. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż do klubu należało 140 miłośników teatru. A szczytem osiągnięć było to, iż na poszczególnych wydziałach huty - jak grzyby po deszczu - powstawały koła miłośników teatru.

     Wysoki stopień zainteresowania mieszkańców Nowej Huty odnosił sie również do wieczorowego studium estetyki, tym bardziej, że wykłady z zakresu plastyki, architektury, teatru, adresowane były do
słuchaczy o różnym poziomie wykształcenia. Naczelnym celem studium było popularyzowanie zarówno sztuki jak i uwrażliwianie, tudzież zapoznanie uczestników z problemami estetyki. Kto pamięta żarliwe, pełne pasji, osadzone na głebokiej wiedzy wykłady prof. Włodzimierza Hodysa, ten momentalnie sobie wyobraża tłumnie wypełnione nawet największe sale słuchaczami. Tak też zawsze bywało w kawiarni ZDK . Mnie tam również nigdy nie brakowało, tymbardziej, że arcyinteresujące wykłady prof.Hodysa - którego doskonale znałem z Liceum Sztuk Plastycznych - na której to, niepowtarzalnej, artystycznej szkoły - stał na czele.

     Proszę mi wybaczyć osobistą dygresję, ale muszę wyznać, że byłem wielkim admiratorem W.Hodysa - tu apeluję o wykluczenie wszelkich podtekstów. Ta szczególna atencja wobec profesora (wykładowca również PWSP) podkreśla jego wielką umysłowość, ogromny dar w sposobie przekazu wiedzy o sztuce, a zarazem niebywałą komunikatywność. Ale również dlatego, że w trudnym dla mnie okresie edukacyjnym przyjął mnie do Liceum Sztuk Plastycznych.

     Unikatowym zjawiskiem była poradnia urządzania wnętrz mieszkalnych, prowadzona przez architekta,
Janusza Trzebiatowskiego. Inicjator poradni nie tylko udzielał zainteresowanym osobom swoistego instruktażu w sferze estetyki wnętrz mieszakalnych ale również organizował spotkania z mieszkańcami Nowej Huty, na których wygłaszał w tym zakresie odczyty,
     Wachlarz form w dziedzinie kształtowania możliwości estetycznych mieszkańców Nowej Huty obejmował również wystawy plastyczne z udziałem członków Ogniska Plastycznego ZDK, ale przede wszystkim cykl wystaw w których uczestniczyły dziesiątki plastyków zawodowych.

     Wśród nich do najwybitniejszych zaliczali się: Marian Kruczek, którego twórczość znana była również
za granicą. Twórca ten w głównej mierze uprawiał quasi-rzeźbę, która formowana była z metalowych i o innym tworzywie przedmiotów, których układ kompozycyjny charakteryzował się niebywale fantazyjną harmonią i zaskakującą, fikuśną formą.
Znamiona twórcze poszczególnych plastyków, często diametralnie różne, niezwykle uatrakcyjniały ich artystyczne ekspozycje i dowodziły odrębnej indywidualności twórczej.

     Marian Garlicki scenograf, kostiumolog Teatru Ludowego, w swoich poszukiwaniach twórczych eksperymentował stosując swoiste skróty alegoryczne.
Część plastyków preferowała koncepcje abstrakcjonizmu, opartego na formie i barwnych konfiguracjach. Do tak pojętej wizji malarskiej należeli: Ryszard Ledwos, Nikodem Pułka, Józef Dynda, Tadeusz Knaus, Andrzej Nowak, Anna Krasowska-Lutomska.
     Inni natomiast uprawiali twórczość bardziej idącą w stronę realizmu.
Janusz Trzebiatowski, niezwykle płodny artysta, w swoich twórczych poszukiwaniach nieustannie ewoluował. W mojej niezbyt imponującej pamięci najbardziej zapadły mi uwodzicielskie w nastroju zarówno w sensie ciepłych, pastelowych kolorów jak i oszczędnej formy pejzaże, powstałe w zagajniku. Widzowie, po obejrzeniu jego wystawy, wyrażali zachwyty, a jeden z nich nie omieszkał jego dokonania malarskie uhonorować piosenką .

Nie pozbawione oryginalnych odniesień do przenoszonej na płótno rzeczywistości i ciekawych doznań
wrażeniowych, dostarczały widzom prace Ireny Dębowskiej, Stanisławy Bolesławskiej i Marii Grażyny Tokarczyk.
Do tych twórców , którzy odnosili ogromne sukcesy w kraju - nie mniejsze za granicą - i zdobywali nagrody artystyczne należał Józef Szajna. Jego prace wystawiane były w Paryżu, Brukseli, we Włoszech, w Zurichu, Japonii, Szwecji, , Norymberdze, Budapeszcie. Wymienione kraje i miasta, są najlepszą recenzją wartości twórczego dorobku tego artysty. Nie należy zapominać o tym, że był on scenografem Teatru Ludowego. A będąc już na stałe w Warszawie stworzył własny teatr, w którym realizował własną wizję scenograficzną i reżyserską.

     Do przedstawienia kolejnych - plastyków - zaliczanych w tym środowisku do czołówki, pozwolę sobie wykorzystać recenzję Macieja Gutkowskiego, która ukazała się w Dzienniku Polskim: .." Eugeniusz Mucha tworzy obrazy o wyraźnie indywidualnym pięknie. Świat przez niego kreowany, zbliża się do satyry. Jest przy tym poetycką i raczej gorzką opowieścią o rzeczywistości"..

     Znakomite w kolorze i nie pozbawione silniejszego niż tylko dekoracyjna wymowa są kompozycje pani Józefy Sobór-Kruczek.

     W konkluzji owych sekwencji poświęconych wyjątkowo prężnemu środowisku twórczemu, jakim są nowohuccy plastycy, należy wyeksponować fakt, iż w ciągu dziesięciu lat, we wszystkich placówkach ZDK zorganizowano 442 wystawy, które odwiedziło ok. miliona osób i w sposób szczególny podkreślić bezcenną inicjatywę organizowania cyklu wystaw pod nazwą "Plastycy Nowej Huty".

      Jedną z form działalności oświatowej były kursy języków obcych dla dzieci i dorosłych, stanowiące rodzaj szkoły językowej. W ciągu sezonu nauką języków objętych było ponad 500 osób.
Trudną do przecenienia funkcję w dziedzinie upowszechnienia oświaty pełniła biblioteka ZDK.
     Stan księgozbioru biblioteki wynoszący 52000, działał na wyobraźnię, w sensie statystycznym, ale nade wszystko jako bezkresne obszary wiedzy rozjaśniającej horyzonty myślowe i rozwijające kulturę duchową, a w konsekwencji dającej klucz do wielkiej cywilizacji. A warto dodać , iż funkcja biblioteki - podobnie jak inne dziedziny życia - została wprawiona w nurt ciągłego rozwoju.

     Nie mogę w tym miejscu nie przypomnieć, iż we wszystkich placówkach, podległych ZDK również istniały biblioteki. Natomiast na terenie hoteli pracowniczych prowadzono sześć punktów bibliotecznych. Mało tego: w większości wydziałów produkcyjnych istniały punkty biblioteczne, w których cyklicznie wymieniano księgozbiór i zaopatrywano w nowości wydawnicze. Biblioteka w ramach Klubu Dobrej Książki organizowała spotkania z pisarzami, publicystami i.t.d.

     W programie biblioteki ZDK ważną formą była kategoria literacka pod hasłem "Pisarze a Nowa Huta". Ów cykl zainaugurowano turniejem jednego wiersza. Turniej - pomyślany był dla młodych adeptów poezji, którzy jeszcze nie publikowali swoich wierszy, a poza tym musiały być one tematycznie związane z Nową Hutą. Imprezę przeprowadził wiceprezes Koła Młodych przy ZSP - Jerzy Michał Czarnecki. Rolę jury sprawowała licznie zgromadzona - w większości - młoda publiczność. W tajnym głosowaniu palmę pierwszeństwa i nagrodę finansową przyznano Adamowi Kawie za wiersz p.t. "Stwierdzenie liryczne".      Wiadomo, iż ówczesny zwycięzca turnieju, dziś należy do czołowych poetów w środowisku krakowskim, ale nadal jest mieszkańcem Nowej Huty.

     Drugie miejsce zajął Marek Sarnecki za wiersz p.t. "O Nowej to Hucie - z cyklu Kraków". A dziś pełniąc misję lekarza oby nie stracił duszy poety. Trzecim miejscem obdarzono robotnika stalowni HiL - Jana Kaletkę. W realizacji kolejnych spotkań w ramach owego cyklu, uczestniczyli pisarze, którzy część swojej, literackiej twórczości poświęcili tematyce o Nowej Hucie. Do nich należeli tacy pisarze jak: Marian Brandys, Jan Kurczab, Ryszard Kłyś, Adam Ważyk, Marek Sarnecki .
Tego ostatniego strofy wiersza tak brzmiały: .. "

         W słoneczne dni młode matki
         wożą dzieci w kolorowych wózkach
         po kolorowych ulicach
         pod kolorowym niebem,
         pomówią ludzie o małych i dużych sprawach
         przeprowadzą ślepego -
         nie muszą chyłkiem do domu wracać.

        Czy z bicepsami poety potrafisz zaczarować takie dni ?

     Klub Dobrej Książki w ramach spotkań z pisarzami gościł u siebie między innymi: Karola Bunscha, Wisławę Szymborską, Juliana Kawalca.
     Fachowe upowszechnienie dobrej książki, kształtowanie właściwego gustu czytelnika, szeroko pojętą akcję oświatową na płaszczyźnie KDK, należały głównie w gestii kierowniczki i założycielki biblioteki, Marii Buttyter. A że zakres prac w bibliotece był ogromny, aktywnie swoją szefową wspomagały - Krystyna Ciastoń i Maria Dziekan.

     W działalności kulturalno-oświatowej ZDK, bezprecedensowym przdsięwzięciem były Olimpiady Kulturalne, w których z upływem czasu uczestniczyły niemal wszystkie wydziały kombinatu HiL.
Z każdym, kolejnym sezonem coraz więcej wydziałów zgłaszało swój akces do udziału w tej imprezie. Olimpiada była wyjątkową lokomotywą do ożywiania życia kulturalnego wśród załogi huty. A to znalazło swój wyraz w takich konkursach jak: oświatowo-czytelniczy, upowszechnienia twórczości plasycznej, na kulturę miejsca pracy, na gazetkę ścienną. Żywy oddźwięk w zakresie produkcji artystycznej wywołały konkursy szukamy nowych talentów: plastycznych, muzycznych, recytatorskich, wokalnych.
     Trudno nie wspomnieć o tym, ze w zadaniach programowych Olimpiad Kulturalnych przewidywane były również dla załogi kombinatu wyjazdy turystyczne, które zakładały nie tylko cele krajoznawcze lecz także zwiedzanie różngo typu muzeów, zabytkowych obiektów - nie wykluczając sakralnych.
     W ramach owych wycieczek organizowane były quizy i konkursy, a zwycięzcy otrzymywali nagrody książkowe. Ową edukacyjną turystyką skutecznie programował i aktywnie realizował Zbigniew Czołowski, szef Komisji Kulturalno-Oświatowej RZ kombinatu HiL.
     W czwartej z kolei olimpiadzie, jej program wzbogacony został o konkurs filmowy i fotograficzny.
Następstwem olimpiady huty była olimpiada kulturalna hoteli pracowniczych, to oczywiście w pierwszej kolejności wpłynęło na estetyczny wygląd hoteli, a w dalszej perspektywie na rozbudzenie zainteresowań mieszkańców tymi konkurencjami, które zawarte były w programie Olimpiady Kulturalnej huty.
Działalność imprezowa ZDK głównie koncentrowała się w kawiarni, gdzie znajdowała się scena, w sali teatralnej i hali widowiskowej HiL.
     Na tych scenach występowały zarówno własne zespoły, zagraniczne jak i krajowe. Na szczególne uwzględnienie spośród zespołów zagranicznych zasługują: Marino Mariniego z Włoch, zespoły pieśni i tańca z Bułgarii, Węgier, Wietnamu, zespół z Meksyku, rewia "Paryż na lodzie", zespoły ze Związku Radzieckiego, zespół wokalno-muzyczny "Brasiliana" i szereg innych.

     Publiczność nowohucka podziwiała również międzynarodowe turnieje tańca towarzyskiego.
Spośród zespołów krajowych warto wymienić wielokrotne występy ZPiT "Mazowsze", "Śląsk","Reprezentacyjny Zespół Wojska Polskiego", zespół muzyczny Czerwono-Czarni, zespoły wokalne: Filipinki, Alibabki.
     Ogromnym powodzeniem cieszyły się występy "Zgaduj Zgaduli". Szereg występów odbyło się z udziałem artystów scen krakowskich, a także Filharmonii. Prezentowane były pokazy mody. Nie obyło się bez wysłuchania recitali poetyckich i oglądania programów kabaretu "Jama Michalika".
     W 1964 roku pod protektorat ZDK trafiła Naczelna Organizacja Techniczna. Skupiała ona w swoich klubowych podwojach głównie inżynierów, tworząc środowisko ludzi nie wymagających szczególnego rodzaju zabiegów edukacyjno-oświatowych. W tym stanie wyznacznikiem działalności programowej były głównie imprezy artystyczne, a ponieważ nad działalnością imprezową klubu powierzono mojej skromnej osobie na jej inaugurację zaproponowałem wieczór piosenek o Nowej Hucie.

     Kolejna myśl programowa nawiązywała do dorocznego Festiwalu Piosenki w San Remo. Dodatkowym zaś przyczynkiem wspierającym ową koncepcję był koncert zespołu Marino Mariniego dla mieszkańców Nowej Huty. Ten fakt jeszcze bardziej przyczynił się do upodobań włoskiej piosenki. Toteż należało nią zaspokoić słuchaczy w ramach kolejnej propozycji jaką był cykl audycji p.t. "Włoskie Canto". Znanym wówczas prezenterem piosenki włoskiej (również w radiu krakowskim i rzeszowskim) był jej gorący propagator Zbigniew Biegański. On to właśnie często uraczał audytorium największymi przebojami włoskimi. Cykl ten braci inżynierskiej bardzo przypadł do gustu co najlepiej potwierdzała liczna frekwencja.
     Darując sobie szczegółowe omawianie kolejnych imprez, ograniczę się do uogólniającej tezy, iż wielość formacji artystycznych, jakimi dysponował ZDK i możliwość angażowania artystów z zewnątrz, to oferta, która absolutnie w pełnym wymiarze pozwalała na zaspokojenie oczekiwań owego środowiska. I to zarówno pod względem atrakcyjności imprez jak i artystycznego poziomu. A zatem w dalszej perspektywie pod takim kątem realizowana była koncepcja programowa w klubie NOTu.      I możnaby na zakończenie wyliczanki organizowanych przez ZDK imprez i najróżnorodniejszych formacji, szermować imponującą statystyką, mogącą wywołać olbrzymie zdumienie, ale nie w niej zawiera się istota owego opisu.

     W tej szerokiej płaszczyźnie imprez artystycznych niepodzielnie panowała Maria Kwiecień : wyjątkowy zmysł organizacyjny, trafność koncepcji programowej każdej imprezy, niezwykła dynamiczność, inicjatywność i precyzja w każdym elemencie, decydującym o udanej pod każdym względem imprezie.
      Bloki ukazujące sferę działalności kulturalno-oświatowej, nie uwzględniają pełnej gamy istniejących zespołów artystycznych i realizowanych form edukacyjno- oświatowych na terenie Nowej Huty. W głównej mierze bowiem bazują one na placówkach pozostających w aliansie z Zakładowym Domem Kultury HiL. Stąd postanowienie o niezbędności ukazania tej płaszczyzny aktywności kulturalnej, która zawiera w sobie symptomatyczne cechy.

     Zasadnicze pole najwyrazistszych i szczególnie znaczących przejawów życia kulturalnego znajdowało się w centrum Nowej Huty. Przy czym nie sposó pominąć faktu, iż na jej obrzeżach można było zaobserwować cały szereg klubów, świetlic, a w Łęgu nawet działający Dom Kultury - skala oferty programowej, jej jakość daleko wykraczała poza pojęcie placówki peryferyjnej. W nim mianowicie powstały pierwsze kabarety, o których - w tym materiale - napisano wcześniej. Tam też istniały zespoły artystyczne, ognisko plastyczne prowadzone przez kompetentne instruktorki: Alicję Ptak, Marię.... .
Truizmem jest wspominanie o rozwiniętej pracy oświatowej, a także o funkcjonowaniu biblioteki.

     Dynamicznie odziaływujący Dom Kultury na środowisko ludzi zamieszkałych w blokach, zatrudnionych w pobliskim zakładzie i skupiający w różnych sekcjach zainteresowań i zespołach artystycznych młodzież zawdzięczała sprawnie i efektywnie zarządzającej tą placówką - Halinie Borek.
     
Warte szczególnego podkreślenia jest jeszcze to, że np. mieszkańcy wsi Łęg, nadal zajmujący się wówczas pracą na roli, chlubili się posiadaniem świetlicy, w której głównie gromadziła się młodzież, uczestnicząc w zespołach: chóralnym i tanecznym. Miałem przyjemność wraz z Andrzejem Dutkiewiczem oba zespoły prowadzić. A należy dodać, iż nie były to jedyne formy życia kulturalnego z których młodzież, a także dorośli - po pracy na roli - w owej świetlicy chętnie korzystali. Działalność kulturalna tak klubów jak i świetlic na terenie miasta i jego obrzeżach subwencjonowana była przez Wydział Kultury DRN.

     Zmierzając stopniowo ku finalnym konkluzjom historii rozwoju Kultury i Oświaty w Nowej Hucie, jako pierwsza, nieodparcie nasuwa się w postaci - poddanej w pewnej mierze trawestacji, słynna już zapowiedź Jerzego Owsiaka: " oj będzie się działo - na "oj jak wiele się działo".

      Szerokie spektrum działalności kulturalno-oświatowej, wielopłaszczyznowe w sensie tamatycznym - proszę mi wierzyć, że nie mamy tu do czynienia z apoteozowaniem faktów - osadzonej wyłącznie na ówczesnych realiach i wyprowadzonej w dużej mierze z własnych doświadczeń, acz nie pozbawionej w znacznym stopniu wsparcia materiałami źródłowymi, posiada cechy autentycznego dokumentu.

      Ogromna rzesza ludzi nie tylko nie odżegnywała się od nowego środowiska Nowej Huty, lecz wręcz podjęła niemal heroiczny trud nadania mu cywilizacyjnego kształtu, a w następstwie kulturo-twórczego rozwoju. Dzisiaj spora spośród nich liczba osób znajduje się na piedestale jako znani i uznani koryfeusze, w sferach naukowych i artystycznych. Dlatego w pełni zasłużyli oni na to aby oddać im honor i wyrazić niebywałą wdzięczność i uznanie w imieniu mieszkańców (obecnie dzielnicy) Krakowa. I tu warto jeszcze zauważyc, że pierwsze szlify zdobywali oni na gruncie powstawania Nowej Huty.

     Nie jest to jedynie próba przedstawienia zaistniałych wydarzeń w sferze kultury i oświaty w Nowej Hucie, lecz rzetelny obraz tego, co w owej dziedzinie zostało dokonane, z szeregiem odniesień wyprowadzonych z autopsji i różnego typu trendów potwierdzających autentyczność zapisów. A autoekspresja owych informacji jest z całą pewnością bardziej nośna i przekonująca - taką mam nadzieję - niż zgrabnie sformułowany przekaz zdarzeń pozbawiony właściwie pojętej subiektywności autora.

     Przeprowadzając autoanalizę zastanawiam się czy moja wędrówka po absolutnie wszystkich placówkach, znajdujących się pod szyldem ZDK, to dobry, czy zły omen ? - na to pytanie nie potrafię w sposób jednoznaczny odpowiedzieć. Jedynie nasuwa się taka oto refleksja: dzięki owej penetracji wszystkich placówek ZDK materiał mówiący o dokonaniach i osiągnięciach w dziedzinie kultury i oświaty w Nowej Hucie, jest zapewne wnikliwy i bardziej adekwatny niż ten, który by powstał wyłącznie w oparciu o materiały źródłowe, będące - niestety nie zawsze - pełne i całkowicie trafne.

     Retrospekcja dziejów amatorskiego ruchu artystycznego, wielość działań w sferze krzewienia form kulturalno-oświatowych, ukazana w szerokim horyzoncie czasowym i merytorycznym, to niewątpliwie ogromna projekcja, która może budzić pozytywne refleksje, nawet wśród największych sceptyków, nie wspominając o zaciekłych przeciwnikach nowohuckiego środowiska.

      Przywołując - może już dzisiaj banałem trącące - powiedzenie: "nie ma skutków bez przyczyny", znalazłem się na tropie zmierzającym do wskazania wątków, w których ów zwrot myślowy wyjaśni złożoność jego sensu.

     Już u podnóża początków rozwoju nowohuckiej populacji, zbyt płaski jeszcze i może nieco przyćmiony poziom jej mentalności, począł sukcesywnie piąć się ku piedestałom kwalifikującym ją do miana mieszkańców dzielnicy Krakowa.

     Mam pełne przeświadczenie, że niebywałe dobrodziejstwo głębokich przemian socjologiczno-kulturowych, jakie stały się udziałem nowohuckiego środowiska jest - w przemożnym stopniu - zasługą samych mieszkańców tego tak imponująco rozwijającego się wówczas nowego miasta.
Ogromną siłą woli w dokonywaniu owych przeobrażeń należy upatrywać również w tym, iż miasto - a takim mianem już w punkcie jego rodzenia się obdarzono Nową Hutę - stało się stymulatorem kulturo- twórczym, poszerzało horyzonty widzenia świata, stworzyło możliwość szybszego rozszyfrowania zachodzących w nim zjawisk. Podnosiło standardy kulturowe w sposobie bycia i życia, powodowało skuteczne podleganie procesom uszlachetniania statusu osobowego i rozwoju psychosocjologicznego jej mieszkańców.

     Opracowując ów materiał usiłowałem przynajmniej w pewnej mierze poddać weryfikacji poglądy, wyobrażenia, sądy i opinie o nowej wtedy, nierzadko zagubionej - społeczności Nowej Huty zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i ze szczególnym natężeniem pod koniec czterdziestych - na których sypały się kalumnie, jakżesz często wielce krzywdzące i niesłuszne.

     Zakładam, że ten ongiś zamglony pryzmat widzenia nowych przybyszów, będzie może z dzisiejszej perspektywy jaśniejszy, sprawiedliwszy, a może wręcz życzliwy.
     Jeśli tak się stanie, to poza przypływem głębokiego poczucia ulgi, będącej udziałem większości nowohucian, w tym również mojej, to wówczas pozostanie mi tylko wyrażenie wdzięczności mojemu, oddanemu protagoniście - moich intencji, dążeń pragnień, a nawet marzeń - i pomysłodawcy owego, szaleńczego projektu i wykonawcy szaty graficznej - Ryszardowi Szczudłowskiemu.

      A oto już końcowa konkluzja - gorąco tego pragnę - aby niosła ze sobą przesłanie dla mieszkańców Nowej Huty, mającą nie tylko walor rehabilitujący, ale wręcz nobilitujący.

     Domyślam się jakiego typu komentarzy - po ukazaniu się niniejszego materiału można się spodziewać - niezwłocznie ripostuję: jeśli rodzi się nowe, pozytywne, niekiedy nawet świetlane w perspektywie, a na domiar w kotłującym się procesie głębokich zmian - z takimi mieliśmy do czynienia w naszym, nowym mieście - rzadko bywa wolne od pojawiających się, bądź towarzyszących odprysków zła.

Stanisław Florek - 15 marzec 2005 r.    

 


Józef Brożek, wieloletni fotoreporter gazety "Głos Nowej Huty".
Ziut ! - pozostawiłeś po sobie bezcenny skarbiec fotogramów, które ożywiają i wzbogacają,  czyniąc bardziej wiarygodny obraz rozwoju historii kultury i oświaty w Nowej Hucie. Z tego tytułu wyrażamy Ci głęboką i serdeczną wdzięczność.  

Materiał zdjęciowy pośrednio związany z tekstem


1   2   3