Home   Indeks   Lata 60   Kronika   Galeria   Składy   Artykuły   Ciekawe   Dzięki   Księga   Linki

Historia kultury w Nowej Hucie..     1   2   3

Kliknij na obrazkach aby powiększyć
     Z perspektywy pięćdziesięciu lat, próba wydobycia - z meandrów pamięci - wydarzeń, które w istotny sposób kształtowały bogatą historię dynamicznego rozwoju kultury, sztuki i oświaty, na terenie Nowej Huty , jest zapewne szaleńczym przedsięwzięciem. Ale siła woli, niemal fanatyczna pasja, z jaką uczestniczyłem we współtworzeniu zrębów nowej placówki, jaką stanowił wówczas (głównie lata piećdziesiąte i sześćdziesiąte) Zakładowy Dom Kultury HiL, wspieranym bezkresnym zaangażowaniem w kreowaniu jego oblicza, a następnie stymulacją działalności kulturalno oświatowej, przyjdą - jako czynniki reproduktywno - odtwórcze - w sukurs owym, śmiałym zamierzeniom.

     Wydatnego wsparcia upatruję również w różnych materiałach w postaci publikacji prasowych, biuletynów, folderów, które (na szczęście) udało się w pewnym zakresie przechować. W podjęciu próby naszkicowania obrazu rozwoju działalności kulturalno-oświatowej, w tym niezwykle specyficznym środowisku zdeterminowanym napływową populacją, jeden z zawartych w nim elementów nie będzie budził wątpliwości: odtworzenie - w głównej mierze - wydarzeń artystycznych i towarzyszącego im kontekstu, będzie miało szeroki wymiar i wybitnie subiektywny charakter. Szeroko pojęta działalność artystyczna, która - ze względu na posiadane predyspozycje - miała z założenia ułatwić mi wszelkie w jej obszarach penetracje, mogła taką perspektywę roztaczać i uczynić ją realną.
     Wynikało to z nieskromnego przeświadczenia (wówczas nieuświadomionego), że wykształcenie zarówno muzyczne jak i plastyczne, a ponadto głębokie umiłowanie wszystkiego, co lapidarnie można określić kulturą i sztuką, stanie się siłą napędową.
     Toteż usilnie dążyłem do stworzenia z dziedziny artystycznej, możliwie szeroką ofertę tak potencjalnym adeptom , najróżnorodniejszych formacji artystycznych jak i przyszłym odbiorcom dóbr w tym zakresie.

     Pierwsze zespoły muzyczne, częstokroć rekrutowały się z muzyków wywodzących się ze środowiska krakowskiego: koledzy. Ale takie zespoły jak: chóralny, teatralny, orkiestra dęta, które istniały już na terenie kombinatu, a przede wszystkim Zespół Pieśni i Tańca, który powstał w fazie rodzącego się miasta - dostarczyły korzystnego asumptu nowo powołanej placówce, która miała na imię Zakładowy Dom Kultury.
     Przy czym nie sposób nie wyznać, iż proces adaptacyjny napływowej społeczności, wywodzącej się
głównie ze środowisk wiejskich, do zgoła odmiennych warunków - przyjmijmy umownie - quasi miejskich, nie przebiegał ani szybko ani łatwo. Toteż animatorzy podejmujący niewyobrażalnie trudne zadania , w sferze krzewienia kultury i form oświatowych byli zmuszeni do szczególnej kumulacji w sobie sił i woli, a także wyjątkowej ekspansywności, aby owym zadaniom sprostać.
     Wymiary mobilizacji musiały bowiem być adekwatne do skali zamierzeń. Entuzjazm i przemożna siła działania młodych, acz niedoświadczonych jeszcze pracowników kultury, przywodziły na myśl analogie z okresem odbudowy kraju po zakończeniu drugiej wojny światowej.
     Co prawda przedsięwzięcia, które poczęliśmy realizować w ZDK, poprzedzały t.zw. czerwone kąciki, prowizoryczne świetlice, gdzie funkcjonowały skromne wypożyczalnie książek, odbywały się spotkania z prelegentami, przekazującymi mieszkańcom hoteli robotniczych wiedzę edukacyjną, a twórcze doświadczenia, za sprawą samych różnej proweniencji artystów, stanowiły jedynie namiastkę potrzeb i oczekiwań.

      Dopiero Zakładowy Dom Kultury HiL, który wystartował z olbrzymim impetem i dynamiką kulturo-twórczą w podejmowanych działaniach i stworzył odpowiednie warunki, wywołał formalny wysyp tworzących się zespołów i odbywających się imprez. A, że zespół czynników motywujących był szczególny, a zapał jego pracowników ogromny, rezultaty były takie jakie w poprzednim zdaniu zdefiniowano.

     Koncepcja upowszechnienia muzyki materializowała się w postaci klas instrumentalnych:
nauka gry na akordeonie, gitarze, mandolinie, skrzypacach i harmonijce ustnej. Koncert zespołu jazzowego, który odbył się już u zarania działalności ZDK, stał się mocnym impulsem do powstania kolejnych formacji artystycznych tego typu. A to już przybrało eskalacyjny proces tworzenia się kolejnych zespołów muzycznych a także wokalnych: orkiestra salonowa, zespół mandolinistów, tercet żeński, kwartet reprezentowany przez trzech inżynierów i lekarza. Akces do współpracy z ZDK zgłaszali również tak śpiewacy jaki i piosenkarze, którzy pod fachową kuratelą Mieczysława Frogniego, kształcąc swoje umiejętności wokalne, mogli jednocześnie uczestniczyć w występach na rzecz pracowników kombinatu i mieszkańców hoteli robotniczych.

     Wśród rodzących się - jak przysłowiowe grzyby po deszczu - różnego autoramentu zespołów,
orkiestra akordeonistów, uformowana w krótkim horyzoncie czasowym, stałą się swoistym fenomenem: dwudziestu pięciu (25) - powiedzmy nieśmiało - muzyków, wyposażonych w nowiutkie fabrycznie, inkrustowane masą perłową akordeony (120 basów) - posługiwali się nimi młodzi chłopcy, wystrojeni w niebieskie koszule, wspaniale kontrastujęce z ową bielą - będąc już na zaawansowanym etapie rozwoju - wykonywali muzyczne pozycje o porywającym ładunku ekspresyjnym i efektownym brzmieniu. Wielogłosowa faktura wykonywanych utworów nie tylko wzmagała masę dzwiękową, ale również estetyzowała walory sonorystyczne, co niewątpliwie przywracało siły pracownikom kombinatu po ciężkim wysiłku.
     Ale także wyzwalało w nich żywe emocje, przeradzające się w owacje dla imponujących wykonawców. A trzeba przyznać, iż stanowili oni - wbrew pozorom - niezwykle chłonne audytorium. Na podkreślenie zasługuje fakt, że do orkiestry akordeonistów trafiała już młodzież nowohucka, zarówno jeszcze kształcąca się jak i pracująca w kombinacie. Wyjątek stanowił - o czym warto tu wspomnieć - dobrze dziś znany w Polsce znakomity muzyk i kompozytor Piotr Figiel.

     Orkiestra akordeonistów po szeregu występów w swoim środowisku, a następnie w Krakowie i poza jego obrębem, wzięła udział w Ogólnopolskich Eliminacjach Zespołów Artystycznych we Wrocławiu gdzie
otrzymała wyróżnienie, a wokaliści zespołu zdobyli III miejsce. Na marginesie owych eliminacji, z tytułu takiego werdyktu, pozwolę sobie na wyrażenie zdumienia i rozczarowania. Miałem możność uczestniczenia w różnych konkursach i festiwalach - jako juror, bądź obserwator - i z ubolewaniem muszę wyznać, że nieczęsto obiektywne kryteria artystyczne stanowiły o werdykcie. A w dodatkowym wątku o orkiestrze akordeonistów nie mogę pominąć faktu, że temu zespołowi brzmieniowego kolorytu przydawała sekcja rytmiczna pod "wodzą" wybitnie utalentowanego muzyka, multiinstrumentalisty (w sekcji rytmicznej grał na fortepianie) Józefa Krzeczka. Ten muzyk w swojej dalszej karierze pełnił funkcję kierownika zespołu Czerwono Czarni, dla której to kapeli skomponował między innymi sztandarowy przebój "O mnie się nie martw", "Agato", "Ty masz dwadzieścia lat".

     Józef Krzeczek był bezsprzecznie znakomitym muzykiem, o absolutnym słuchu muzycznym, ale ze względu na tryb życia, nie zdołał wejść na najwyższy szczyt muzycznej kariery.

     Nie mogę również nie wspomnieć o człowieku, który był twórcą orkiestry akordeonistów. Kunsztownie instrumentował on pozycje repertuarowe na zespół i finezyjnie nim dyrygował. A był nim Andrzej Żelazny.

     Schedę po wielkiej orkiestrze przejął Dziecięcy Zespół Akordeonistów, za sprawą Wiesława Kowalskiego, ,który - co ciekawe - poza obowiązującymi formalnie próbami, indywidualnie i zbiorowo nauczał uczestników zespołu techniki gry, aby osiągnąć jak najwyższy poziom muzyczny i satysfakcjonować swoimi występami młodych mieszkańców Nowej Huty . Natomiast coraz większa liczba osób zgłaszających się do ZDK na śpiew, celem kształcenia swoich głosów - jako, że już na początku działalności tej placówki prowadzona była klasa śpiewu - stanowiła naturalny przyczynek do utworzenia "Estrady Operowej". Jej uczestnicy w przeważającej mierze posiadali już na tyle postawione głosy, że można było pokusić się o realizację bardzo ambitnych programów zawierających obok pieśni arie z różnych oper między innymi: "Od Mozarta do Mascagniniego", "Cavaleria Rusticana", "Coctail Muzyczny".

     Estrada operowa należała do szczególnie aktywnych formacji. Miała na swoim koncie dziesiątki
koncertów, tak dla społeczności Nowej Huty jak i dla mieszkańców Krakowa.
     Zasługi z tego tytułu, ponosili: w pierwszej fazie istnienia estrady Zbigniew Rybak, a następnie Aniela Andrzejewska , którzy pracowali nad śpiewakami pod kątem muzycznym. Emisję głosu natomiast prowadził Mieczysław Frogni. Estrada operowa cieszyła się autentycznym wzięciem, a jej koncerty spotykały się z dużym uznaniem.

     Naczelne miejsce i znaczącą rangę w sferze ruchu artystycznego w ZDK zajmował i w zasadzie nadal zajmuje (obecnie w Nowohuckim Centrum Kultury): Zespół Pieśni i Tańca Nowa Huta.

     Już w latach 1953 - 1955 - charakteryzował się ogromnym powodzeniem, prezentując wielokrotnie swój
bogaty program załogom budującym kombinat i mieszkańcom Nowej Huty. Jego program bazujący wówczas na folklorze krakowskim serwowany był również odbiorcom innych regionów. A poziom artystyczny zespołu określiło: III miejsce uzyskane na Centralnych Eliminacjach Zespołów Amatorskich,
które odbyły się w 1955 roku we Wrocławiu. Ten niewątpliwy sukces, acz jeszcze nie najwyższy, został osiągnięty za sprawą J.Fabiana.
     Po przejęciu funkcji kierownika i choreografa zespołu przez Henryka Dudę, nastąpiły radykalne zmiany zarówno programowe jak i jakościowe.

     Wachlarz tańców folklorystycznych objął najbardziej charakterystyczne i atrakcyjne - pod względem etnicznym - regiony, co uczyniło program zespołu bardziej reprezentatywny dla naszego kraju.
     Konsekwencją tego były liczne zaproszenia dla zespołu spoza granic Polski. W latach 1957 i 1960 zespół koncertował na Węgrzech. Ale z całą pewnością znacznie większą renomę uzyskał po szeregu występów w Szkocji i Anglii, gdzie uwieńczeniem sukcesu był udział w programie telewizyjnym. Następne tourne'e zagraniczne zespołu to po raz kolejny - Węgry, a w 1964 roku - NRD i Jugosławia. Najlepszą wizytówką dla zespołu stanowiły zapewne koncerty zagraniczne. Niemniej istotne znaczenie również miały i przyczyniały mu popularności, występy w kraju: na Górze św.Anny, wielokrotne
występy na Śląsku - tym tak niezwykle rozmuzykowanym i rozśpiewanym - w ówczesnych czasach - regionie, co też niewątpliwie stanowiło dla wykonawców (wszak byli zapraszani) znaczący wyróżnik. Tym bardziej, że muzykalna publiczność śląska stawiała wysokie kryteria wymagań.

     Z dużym uznaniem zespół spotkał się również ze strony mieszkańców Lublina i Chełma. A dwugodzinny program, obejmujący kilkanaście tańców pn."Krakowskie w Tańcu", na ogólnopolskich eliminacjach w Kielcach uhonorowany został drugim miejscem.
     Programy folklorystyczne, które dla innych narodowości były szczególnie atrakcyjne, na polskim gruncie z równie wielką atencją przyjmowany był folklor robotniczy. Były to obrazki hutnicze pt. "Wytop Stali", "Hutnicy po pracy", ale kolejne programy bazowały na folklorze ludowym, o czym m.in. świadczy "Wesele w Ojcowie".

     W Zespole Pieśni i Tańca wiodącą rolę odgrywała grupa taneczna. Nie oznacza to iż zarówno sekcja chóralna jak i stanowiąca istotny czynnik koherentny - kapela, pełniły zadania marginalne. Szeroki wachlarz doznań artystycznych, jego siłę wyrazu - w tego typu formacji - stanowiły grupy połączone, a więc pełny aparat.
     Tym bardziej, że efekty impostacji głosu uczestników chóru były dziełem Mieczysława Frogniego, a nad całością zespołu czuwała mistrzowska ręka Zbigniewa Tofla.

     Nurt folklorystyczny do dziś został zachowany, acz już w innym miejscu i inych warunkach - w NCK. A zatem Zespół Pieśni i Tańca nadal znajduje się w dobrej kondycji i konsekwentnie kultywuje nasz rodzimy folklor: w przeświadczeniu (taką mam nadzieję), iż jest to wartość będąca wyznacznikiem naszej tożsamości narodowej.

     Dotychczas przedstawione zespoły muzyczne, wokalne nie wyczerpują, w tej sferze działalności, pełnych zasobów ZDK. Jego filie szczyciły się też niemałą ilością zespołów, ale o nich będzie mowa poźniej.
     Amatorski ruch artystyczny skupiony głównie w samym ZDK, to również zespoły teatralne o różnej proweniencji i artystycznej koncepcji. Pewnym już poziomem artystycznym i znaczącymi osiągnięciami
charakteryzował się zespół teatralny, który w relatywnie krótkim czasie, przygotował spektakl pt. "Juliusz i Ethel", L.Kruczkowskiego - trudny w sensie dramaturgicznym, ale w sposób łatwy w eliminacjach wojewódzkich znalazł się na I miejscu, a w skali krajowej, uplasował się na pozycji II. W dalszej fazie dynamicznego rozwoju i wznoszenia się na coraz wyższy poziom, pod kierownictwem F.Lechowicza, zespół teatralny przyjął nazwę "Teatru Małego" i na kanwie niezłej już prosperity , przystąpił do intesywnego przygotowania kolejnych pozycji repertuarowych. W okresie od 1955 r do 1960 , Teatr Mały miał już na swoim koncie: "Grube Ryby" M.Bałuckiego, "Krowoderskie Zuchy" S.Turskiego, "Znajda" R.Niewiarowicza.

     Po pewnych perturbacjach reorganizacyjnych teatr ten radykalnie zmienił programową formułę, bazując na poezji jako podstawowym materiale repertuarowym.
     W ślad za tym zmieniła się też jego nazwa: "Teatrzyk Małych Form". A oto jego, kolejno tworzone, montaże poetyckie: "C.K.Norwid" - z muzyką F.Chopina, "Boy w przydeptanych pantoflach" - Boya Żeleńskiego z muzyką S.Rachmaninowa, "Styczniowe akordy", okolicznościowy montaż pt. "Zawsze niech będzie słońce", a następnie "Dom na Twardej" K.Korcellego.
Poziom wykonawczy pozycji repertuarowych i ich walory artystyczne najwymowniej rekomendują nazwiska reżyserów: Czesław Maissner, Anna Lutosławska.
     Jedno przedstawienie z teatrzykiem przygotowała Eugenia Horecka Na zdjęciu po prawej stronie: fragment barwnego, rozśpiewanego widowiska przygotowanego w sezonie 1966 / 1967 przez Teatrzyk Małych Form. Były to "Igrce" Adama Polewki. Spektakl reżyserowała aktorka Teatru Ludowego Eugenia Horecka.

     W szerokiej palecie, wprowadzana w życie wielość form artystycznych przez ZDK, nie mogło zabraknąć tak ważnej dyscypliny artystycznej, jaką są oczywiście sztuki plastyczne. Toteż w 1954 roku powstało Ognisko Plastyczne, w którym jego animatorzy uprawiali takie techniki jak: malarstwo, rzeźba, grafika, a także sztuka użytkowa. Przy czym z założeń programowych ogniska wynikało znacznie więcej: wykłady z historii sztuki, zajęcia plenerowe, prezentacja wytworów artystycznych jego członków, na "własnym podwórku", ale również eksponowano je na wystawach wojewódzkich i ogólnopolskich.
     Owa wielopłaszczyznowa aktywność Ogniska Plastycznego, miała w konsekwencji wzmożony wpływ na kształtowanie - w nich samych - poczucia estetyki, osobowościowej sublimacji i oczywiście na doskonalenie warsztatu twórczego. Ale nadrzędną jej funkcją było oddziaływanie na odbiorców: wywoływanie w nich nawyku obcowania ze sztuką w najróżnorodniejszych jej przejawach, kształcenie wrażliwości estetycznej i podnoszenie cywilizacyjnego poziomu.
Członkowie Ogniska Plastycznego podnosząc sukcesywnie swoje umiejętności w zakresie różnych technik plastycznych szybko wyszli poza "własne opłotki": uczestniczyli w szeregu wystaw ogólnokrajowych - i możnaby rzec - iż nagrody, będące ich udziałem, sypały się jak z rogu obfitości. Na wystawie w Katowicach w 1957 roku uzyskano I i II nagrodę. Powtórnie w Katowicach - I dla zespołu, a także cztery, pierwsze nagrody indywidualne, w 1961 roku.
     Na podstawie ilości form uhonorowania możnaby wysunąć taką oto supozycję: najszczęśliwszym miejscemm gdzie najwięcej zaszczytów przypadło członkom ogniska były Katowice.
     I oto na potwierdzenie tego kolejne nagrody: I- dla zespołu i I, II, III - indywidualne dla plastyków , amatorów.
     Niebawem ekspansywność członków ogniska "przekroczyła" granice kraju. W 1964 roku doszło do spotkania naszych (nowohuckich) plastyków , amatorów z plastykami NRD, co oczywiście zaowocowąło nie tylko wymianą wystaw, ale również wzajemnym ujawnianiem warszatowych tajemnic i poglądów dotyczących wartości artystycznych.
     Ognisko Plastyczne - z tytułu ogromu nagród i form uznania, jakie spływały na jego uczestników - mogło się szczycić nie tylko wielością sukcesów, ale również spełnianiem istotnej i szeroko rozumianej, roli edukacyjnej na rzecz nowohuckiej społeczności.
      Toteż nie sposób przecenić zasług jakie kolejno ponieśli następujący koryfeusze: Janina Pawluk-Nowakowa, Marian Kruczek i - do końca istnienia nim kierująca - Józefa Kruczek.

     Kolejnym zespołem - ze względu na różnorodność ofert programowych - oscylującym pomiędzy widownią dziecięcą a widzami dorosłymi był Teatr Lalek.
W początkowym etapie jego istnienia Teresa Borkowa - Boguszewska, reżyserowane przez siebie przedstawienia adresowała do dzieci. Franciszek Danek, który kontynuował nurt programowy poprzedniczki również uznał, iż najbardziej wdzięcznymi widzami są dzieci.
     Po upływie krótkiego czasu kierownictwo nad nim przejął z kolei Karol Zwoliński.
Obok już istniejącego teatrzyku powstał eksperymantalny Teatr Lalek pn. "Widzimisię". Jego aktorami byli zawodowi artyści, plastycy - mieszkańcy Nowej Huty. Nad tym ciekawym - w sensie koncepcji artystycznej - teatrem, kierownictwo sprawował J.Wroński.

     W 1961 roku kolejny Teatrzyk Lalek zorganizowała Joanna Grabek. Następną osobą, która przejęła nad nim kierownictwo był Karol Zwoliński. Owe lapidarne informacje o krótkotrwałych bytach teatrzyków lalek odnotowałem w imię zachowania rzetelności faktów, zawartych w materiałach kronikarskich.
     Po nieomal epizodycznym dotychczas pojawianiu się teatrzyków lalek i zmieniających się jak w kalejdoskopie kierowników, Zbigniew Poprawski tworząc w 1965 roku teatrzyk "Miś", powołał do zespołu odpowiednich aktorów, nadał im dynamicznego impulsu i tym samym rozpoczął jego imponującą prosperitę: premiera goniła premierę. I tak do roku 1965 wystawiono następujące sztuki: "Hura 15:0" L.Śmigielskiego i K.Zwolińskiego, "Nasze Zabawki" - Z.Poprawskiego i K.Zwolińskiego, "Śpiąca Królewna" wg Grimma, "Przygody kotka - Protka" Z.Poprawskiego "Wesoła Estrada" - przedstawienie oparte na montażu wierszy i piosenek. A wykonawcami wymienionych przedstawień byli: Zofia Sotoła, Elenai Majchrzycka, Jerzy Piórkowski, Jerzy Trela i Władysław Sitko. Co prawda Z.Poprawski również dażąc estymą widownię dziecięcą, pierwsze programy głównie dla niej przeznaczał, ale jednocześnie miał ambicję wystawienia sztuki dla dorosłych.
     I takim oto sposobem doszło do przygotowania przedstawienia pt. "Płaszcz" wg M.Gogola. Współczesna scenografia wraz ze znakomitą reżyserią sprawiły, że owa pozycja teatralna spotkała się z dużym uznaniem własnego środowiska jak i z wysoką oceną jurorów na festiwalu w Puławach, a także w Czechosłowacji.

     Wyrażona powyżej opinia znajduje również potwierdzenie w recenzji S.Iłowskiego zamieszczonej w tygodniku "Kultura i Życie"..... "Rewelacją był niewątpliwie Teatr Lalkowy "Miś z ZDK w Nowej Hucie.... Reżyser, inscenizator Z.Poprawski dał wspaniały pokaz pięknej harmonii, współdziałania wszystkich elementów teatru lalek.      Wybrany tekst, dobra adaptacja, właściwe rozwiązanie inscenizacyjne przy jednej dekoracji typu symultanicznego, z zastosowaniem lalek uproszczonych do granic możliwości, ale w pełni wyrażających charakter każdej postaci - to najwyższe osiągnięcie w polskim teatrze lalek w ciągu ostatnich lat... "

     Mnie pozostaje aneks: chodzi tu mianowicie o dzieło M.Gogola "Płaszcz", zaprezentowane na wspomnianym wcześniej festiwalu.

     I pozostała jeszcze istotna fraza, dla wzmocnienia końcowej sentencji, która będzie finalnym
akcentem zamykającym całość niniejszego materiału: klasa aktorskiego kunsztu wykonawców teatru lalek, w sposób szczególny uwidoczniona w realizacji M.Gogola, dla odbiorców dorosłych - pozwalała na prognozowanie, iż w niedalekiej perspektywie, oni wszyscy, będą mogli obsadzać sceny teatrów zawodowych - mogło być w pewnym stopniu truizmem.
     Natomiast fakt, że Jerzy Trela osiągnął szczyty aktorskiego warsztatu i że piastował zaszczytną funkcję rektora PWST, jest absolutnym truizmem.

     Podobnie jak Teatr Lalek, wieloletnim stażem działalności i znaczącymi sukcesami, mogła się chlubić "Młodzieżowa Estrada Poetycka".
     Programy przygotowywane przez estradę, bazujące na tworzywie poetyckim - wydawało się - nie spotkają się ze strony słuchaczy z pożądanym rezonansem.


     Tymczasem zaskakujące były reakcje młodej widowni, która szybko rozwiała sceptyczne przewidywania i wykonawców i organizatorów poetyckich przedstawień.

     Główne w tym zasługi leżą po stronie aktorki Teatru Ludowego, jako reżysera estrady, a także odtwórcy spektakli Teatru Jednego Aktora, Ireny Jun.
     Aktorka, w prowadzony przez siebie zespół, wkładała cały swój potencjał uczuciowy i emocjonalny. Jej szczególny talent reżyserski i artystyczny jest tu oczywisty. Toteż nic dziwnego, że Estrada Poetycka była trzykrotnym zdobywcą pierwszych miejsc w ogólnopolskich festiwalach teatrów poezji: w 1965 r. - w Szczecinie, 1966 - w Krakowie - Nowej Hucie, 1967 r. - w Poznaniu.

     A ponadto Ministerstwo Kultury i Sztuki uznało Młodzieżową Estradę Poetycką za jeden z najlepszych zespołów amatorskich w Polsce i przyznało nagrodę Ministra.
     Pozostając w kręgu centralnej placówki ZDK, nie wolno pominąć niebywale ważną i szeroką działalność przeznaczoną dla najmłodszych: rytmika prowadzona dla dzieci w wieku od 6 do 10 lat miała przemożny wpływ na ich prawidłowy i bardzo korzystny rozwój psychofizyczny, determinowany bowiem takimi elementami jak: doskonalenie koordynacji ruchu, kształtowanie zgrabnej sylwetki, pobudzanie wrażliwości na estetykę i wyrabianie zamiłowań do artystycznych dyscyplin.

     Ponadto rytmika traktowana była również, przez organizatorów, jako wstępny etap wtajemniczenia do bardziej kunsztownych arkanów jakimi nacechowane są układy taneczne - słowem balet.

     A, że udział w zespole tanecznym dla starszych dzieci stanowił zwiększoną pokusę, niezwykle duża ich liczba grupowała się właśnie w zespołach tanecznych. Wprawdzie wymagało to stworzenia licznych grup tanecznych, ale jednocześnie zapewniało szerokie zaplecze baletu dla dorosłych.

     Skala zainteresowania przez dzieci zarówno rytmiką jak i baletem, najwyraźniej wyrażała się w liczbie: ponad 200 dzieci w jednym sezonie.
Rozwojem ich umiejętności w zakresie obu artystycznych dyscyplin zasługi położyli: Kazimiera-Katarzyna Florek, Eleonora Jabczanik, Łucja Wawrykiewicz i Ryszard Magnuszewski.

     Konsekwentnie zachowując porządek kronikarskich zapisów, wypada przedstawić kolejno takie zespoły jak:
Czarne Koty, RyszardyKabaret ViolinkaMargaretkiSirtaki . Przy czym spieszę wyjaśnić iż każdy z tych zespołów ma już swoją odrębną sekwencję na stronie internetowej.
 

1   2   3