Home   Indeks   Lata 60   Kronika   Galeria   Składy   Artykuły   Ciekawe   Dzięki   Księga   Linki

Autoartystyczny quasi- testament    

      Erupcja niebywałej szczęśliwości będąca moim udziałem- od jubileuszu 60-lecia Nowej Huty począwszy- wypływała ze źródła naczyń połączonych.

      Z jednej strony: wcześniej nie zaznany ładunek emocji i rezonującego w świadomości euforycznego poczucia radosnego uniesienia. Z drugiej: szarża przeświadczenia o dokonaniu cywilizacyjnego postępu w nowo kształtującym się środowisku, które wymagało gigantycznej kulturo-socjologicznej inwestycji i potencji.

      W minionej epoce tygodniowy tryb pracy nie stwarzał szans na komfort wytchnienia. Wolne soboty w owych czasach (lata 50-te-60-te) nie miały racji bytu. Niedziele- paradoksalnie- charakteryzowały się nadmierną aktywnością. Wymagały bowiem organizacji i obsługi, niekiedy wręcz, piramidalnej ilości imprez artystycznych, tak na wolnym powietrzu jak i w pomieszczeniach zamkniętych. Symultaniczna działalność wynikała nie tylko z nadmiernie ambitnych założeń programowych- obchodów całej mnogości świąt i różnego typu okoliczności, w tym również branżowych.

      Bezkresny stopień zaangażowania w trybie codziennego podejmowania wciąż nowych zadań i uruchamiania szerokiej palety koncepcyjnych i inicjacyjnych przedsięwzięć, stawały się regułą i to od momentu startu w sferze działań kulturotwórczych zarówno w roli animatora jak i w charakterze piosenkarza, tudzież konferansjera.

      W ciągu 15 lat owa ekspansywność stanowiła swoisty wyznacznik skali działania. Realizacja imprez artystycznych, a także form natury oświatowej determinowała ważną część procesu kulturo-edukacyjnego na rzecz nowo formującej się populacji jako potencjalnej kategorii mieszczan rodzącego się miasta. Przy czym niezwykle znaczącym dopełnieniem owego procesu był jej zaskakująco reproduktywny udział. A temu służył stymulator napędzający impuls tworzenia nieprawdopodobnej ilości najróżnorodniejszych formacji instrumentalnych, wokalnych i paraartystycznych.

      Wbrew wszelkim definicjom na użytek ciągłości tradycji, konstrukcja powstałej bazy kulturotwórczej, wspierana cywilizacyjnymi wartościami, wydała się być godna uznania jako wielki dar sił transcendentnych. Toteż trudno nie uznać faktu, iż ów fenomen przypadł w udziale środowisku przybyszów będących głęboko zatopionych w ascetycznym nurcie. Quasi- heroiczna inspiracja przyjaciół muzyków, przy udziale blasku księżyca i gwiazd, zaowocowała powstaniem jazzowej formacji. A to w konsekwencji doprowadziło do otwarcia podwoi i zaaranżowania koncertu inaugurującego działalność kulturalno- oświatową Zakładowego Domu Kultury Kombinatu.

      Euforyczne przyjęcie przez audytorium muzycznej oferty zespołu, dały istotny asumpt do podjęcia- idącą szerokim frontem- akcji zmierzającej do maksymalnego regenerowania ruchu artystycznego. I tak oto zaczęły powstawać zespoły muzyczne o różnych składach instrumentalnych. Szczególną uwagę fanów zaprzątał zespół szeregujący w swoim składzie 25 akordeonistów. Pojawienie się w tej kategorii akordeonowej formacji reprezentowanej przez niepośledniej urody młodzieńców, wyposażonych w inkrustowane alabastrową bielą akordeony (120-basowe) i błękitne stroje, jawiło się nie tylko jako zjawiskowy obraz inscenizacyjny:- po relatywnie krótkiej perspektywie czasu przygotowań, olśniewali słuchaczy walorami artystyczno- wykonawczymi, jako że wzbogaceni zostali współbrzmieniami towarzyszącej sekcji rytmicznej o jazzowym kolorycie- głównie za sprawą Józefa Krzeczka. Będąc chlubną wizytówką ZDK niebawem formacja ta udała się na zagraniczne tournee.

      Istotnym zapleczem dla funkcjonujących zespołów, stanowił dział procesu kształcenia potencjalnych wykonawców zarówno muzycznych jak i wokalnych, na bazie kategorii klas. Najbardziej satysfakcjonującym źródłem napływu nowych piosenkarzy, śpiewaków, muzyków zasilających szeregi zastępów różnorodnych formacji artystycznych, jak również literackich, organizowane były nierzadko, wespół z Polskim Radiem, redakcją Głosu Nowej Huty, a także innych redakcji- konkursy.

      Niebywale szeroki horyzont pejzażu artystycznego jawił się w postaci formacji śpiewaczych takich jak chóry mieszane, małych form wokalnych typu duet, tercet żeński, kwartet męski (inżynierów), kwintet mieszany w stylu jazzowym, kreowany przez wybitnego jazzmana Alojzego Thomysa. Płaszczyznę wieloosobowych zespołów zapełniały: "Margaretki". "Żonkile", "Andromeda". Solistycznymi popisami zajmowali się śpiewacy skupieni w "Estradzie Operowej", a w analogicznej formacji, piosenkarze. Trudna do świadomego ogarnięcia niezwykle szeroka panorama asocjacyjna nie mogła obyć się bez uwzględnienia w swoich zasobach tak ważnych sfer rozwoju wrażliwości estetycznej młodego pokolenia, jak: rytmika, balet, formy teatralne, poetyckie, plastyczne, a także szeroko pojęta edukacja czytelnicza.

      Reasumując ową wielokierunkową działalność artystyczno-oświatową, w sposób ewidentny rysuje się wyjątkowy obraz niemający wręcz paralelnych odniesień.

      Zmierzając ku końcowej konkluzji, nie sposób nie wspomnieć o bezprecedensowym zjawisku, które wywołuje największy rezonans i stopień zainteresowania szczególnie ze strony środków masowego przekazu. W epoce systemu socrealizmu powstanie i działalność Jazz Clubu pod egidą ZMS-u, nie może nie budzić określonych reperkusji ze strony obecnych mediów, skoro kultura zachodnia była upowszechniana na gruncie socjalistycznego miasta. Podobnej analizie poddawana jest- z dzisiejszej perspektywy- działalność Amatorskiego Klubu Filmowego, będącego również pod auspicjami ZMS-u. Osobliwością jest fakt, iż z tego klubu wywodzi się wybitny reżyser Krzysztof Zanussi. Na kanwie niebagatelnych osiągnięć i sukcesów AKF-u w szeregu konkursów filmowych, kilku adeptów w tej dyscyplinie uzyskało znaczące ostrogi popularności. Przy czym pośród nich należy wyartykułować twórcę i reżysera, który w sposób szczególny zasłużył się dla środowiska nowohuckiego i nadal błyszczy na panteonie gwiazd. A jest nim Jerzy Ridan.

      Nowa Huta tętniąca już w latach 50-tych i 60-tych niewiarygodną potencją szerokiego spektrum kulturotwórczego konglomeratu, stanowi jedyny w swoim rodzaju socjologiczny i cywilizacyjny fenomen. I nie ma w tym wyznaniu najmniejszej konfabulacji. Zawarte w tym materiale treści wynikają w głównej mierze z autopsji, a wsparte zostały sekwencjami zdarzeń zaczerpniętymi z archiwalnych publikacji.

      Syntetyzując wieloaspektowość napływowej populacji, niebywale specyficznej w sensie socjologicznym, niejako skazanej na kształtowanie cywilizacyjnego i kulturotwórczego oblicza, na gruncie nowo rodzącego się miasta, nie można pominąć faktu, iż ów proces stawiał przez realizatorami nowej rzeczywistości egzystencjalnej, niemal tytaniczne zadanie. Przy czym skala ich dokonań mimo, iż ujęta w niezwykle skondensowanej formie, nie tylko ukazuje gigantyczny obraz zmian w statusie nowej społeczności, lecz tworzy jednocześnie wielką historię nowego środowiska. A dla piszącego te słowa stanowi przyczynek do wyrażenia niewysłowionej, pełnej empatycznych uczuć wdzięczności Przyjaciołom, którzy stali się autorami rekonstrukcji moich zawodowych działań i- nieskromnie ujmując- dokonań, w imię wyznawanych idei służących kulturowym i cywilizacyjnym procesom nowej społeczności, w nowo rodzącym się mieście, któremu na imię Nowa Huta.

      PS. Z całą pewnością sen z powiek nieustannie spędzałaby mi świadomość, gdybym w kontekście moich wyznań nie podkreślił unikatowych zasług mojego niezawodnego Przyjaciela, protagonisty a nade wszystko twórcy strony internetowej którym niewątpliwie jest kto? - Ryszard Szczudłowski.

Stanisław Florek - 12 listopad 2011 r.